Julia E. Wahl: Cienie medytacji i ruchu uważności

„Niezależnie od praktyki i nauk ego kocha czekać w ukryciu, żeby wykorzystać duchowość dla swojego zysku i przetrwania”. – Czogjam Trungpa Rinpocze

Dzięki coraz większej ilości badań wiemy, że praktyka medytacji czy też konkretnie uważności związana jest z wieloma korzyściami zdrowotnymi. Najbardziej obecnie wypromowaną formą praktyki medytacji w świeckim świecie i świecie nauki jest podejście uważności (ang. mindfulness). Biolog molekularny profesor Jon Kabat-Zinn nie wymyślił niczego nowego, a jednak w genialny sposób wpierw zebrał odpowiednie praktyki, tworząc w ten sposób 8-tygodniowy (pierwotnie 10) „program redukcji stresu oparty na uważności” (ang. mindfulness based stress reduction), a następnie przebadał efekty tej praktyki. Program składa się z różnych form siedzącej i chodzonej medytacji, wizualizacji, zbiorze prostych pozycji jogi (hatha jogi).

Dodatkowo uczestnicy wymieniają się swoimi doświadczeniami w grupie (jeżeli chcą), a pomiędzy sesjami wykonują różne formalne i nieformalne praktyki. Jednym z założeń tego treningu jest rozpoznanie podświadomych wewnętrznych narracji, dzięki czemu powoli i systematycznie możemy zmienić nawyki działania i umysłu. Z roku na rok wzrasta liczba badań na temat tego konkretnego zbioru praktyk medytacyjno-kontemplacyjnych.

Ostatnio pojawia się jednak coraz więcej głosów krytykujących zachodnie podejście i (nie)zrozumienie medytacji i bezpośrednio podejście uważności. M.in. Jeffrey Rubin, amerykański psychoanalityk i nauczyciel medytacji, pisał o „cieniu rewolucji uważności”, głównie odnosząc się do spłycania zrozumienia koncepcji i samej praktyki uważności (tzw. McUważności). McUważność wydaje się być formą duchowego materializmu (termin ukuty przez Czogjama Trungpę Rinpoczego), gdzie nie chodzi już o duchowość. Różne praktyki duchowości stają się jedynie kolejną formą pompowania narcystycznej strony ego i zakrywania swojego cienia (różnych trudności, tego, czego widzieć nie chcemy). Praktyka uważności staje się kolejnym narzędziem konsumpcyjnej kultury na zasadzie „poczuć się lepiej, teraz”. A zatem mamy tu do czynienia z zagrożeniami w zrozumieniu i wykorzystaniu praktyk medytacyjnych na poziomie indywidualnym i społecznym.

Zacznijmy od zagrożeń na poziomie indywidualnym. Jak pisze Mary Sykes Wylie w artykule w magazynie Psychotherapy Networker, medytacja to „kąpiel dla umysłu”, ale w tym doświadczeniu łatwo jest się zatracić, mogą zniknąć granice ego, pojawić się halucynacje, stany psychotyczne, powrócić stare rany, traumy, możemy także mieć dziwne fizyczne symptomy, jak spazmy czy fizyczną nadwrażliwość. Musimy mieć odpowiednią (ustabilizowaną) strukturę psychiczną, żeby być gotowym na autentyczną, głęboką i systematyczną praktykę, a tym samym na praktykę, która powoli będzie zmieniać nasze nawykowe tendencje (myślenia, zachowania).

Uważność nie jest złotym środkiem, tym, co pomoże nam wszystko radykalnie zmienić i ze wszystkim sobie radzić. Choć na początku może pojawić się takie poczucie: poczucie euforii, wolności. I jest to bardzo ważne uczucie, ale jak każde inne uczucie nie jest trwałe, nie jest stałym stanem. Uważność niekoniecznie spowoduje, że przestaniemy doświadczać np. ataków paniki, ale może nam pomóc bardziej świadomie przeżyć taki atak. Będziemy w stanie na bieżąco wszystko zaobserwować, wszelkie symptomy: przyśpieszony oddech, bicie serca, pot, ból brzucha, itd. Nie zawsze jednak pomoże nam powstrzymać taki atak.

Praktyka wbrew jej podstawowemu założeniu może też być hipnotyzująca, zakrywać trudności. A przecież jednym z głównych jej założeń jest to, żeby się nie odcinać od doświadczania emocji. Pozwala bowiem często się rozluźnić, daje ukojenie i wtedy wydaje się, że już niczego nie musimy zrobić. Autentyczna praktyka uważności powinna pomóc nam zobaczyć, co jeszcze potrzebujemy zrobić poza nią. Czasem do kogoś zadzwonić, spróbować znaleźć pracę, pójść na terapię. Nie chodzi o ekstazę, o przejście w inne wymiary świadomości, o odloty. Praktyka medytacji może nam dać poczucie ulgi, odprężenia, może się nagle pojawić przestrzeń. Jakie jest w tym zagrożenie? A takie, że odsuniemy nasze problemy, uznamy je za nieważne. O to nam właśnie chodziło? Tyle, że pewne problemy nie znikną. Nie chodzi o to, żeby się problemami zamartwiać. Nie chodzi jednak również o to, żeby je zignorować. Czasami musimy wstać z poduszki i pójść się nimi zająć. Spróbować znaleźć pracę, zarobić pieniądze, komuś pomóc.

Sama obserwacja w praktyce czystej obserwacji (ang. bare attention) przychodzących i odchodzących myśli, emocji, doznań w ciele, nastawienia wobec siebie i świata jest ważna, ale i tutaj pojawiają zagrożenia. Wewnętrzny bezruch (pozwalanie umysłowi, żeby robił to, co robi) przesadnie stosowany prowadzi do tzw. choroby medytacyjnej (ang.meditation sickness), inaczej popadania w pustotę, kompletnegi zatracenia w samym sobie (Ahn, 2007). Nie chodzi o śnienie na jawie, zagubienie w myślach, chodzi o to, że tak się zanurzamy w „tu i teraz”, że zapominamy o kontekście, w którym się znajdujemy. Paradoks polega na tym, że wcześniej zbytnio skupialiśmy się na tym, co było lub będzie, a teraz zupełnie nie bierzemy tego pod uwagę. Odłączamy się od kontekstu historycznego, społecznego, przede wszystkim od innych ludzi. Zupełnie zatapiamy się w sobie samym i popadamy w narcystyczny indywidualizm.

Kolejny bardzo ważny, niewystarczająco zaznaczany argument. W podejściu uważności potrzebna jest regularna praktyka, dyscyplina i wysiłek. Czy minuta praktyki wystarczy? Czy uważne mycie zębów wystarczy? Lepsze to niż nic, ale nie jest to jednoznaczne z głęboką, dającą wgląd i zmieniającą nawyki umysłu (i ciała) praktyką formalną. W podejściu uważności potrzebna jest praktyka, ale kiedy jest praktyka, to pojawiają się myśli, emocje, uczucia, a dokładniej jeszcze…smutek, złość. Może przypominają się nam rodzicie, dziadkowie, byli partnerzy, tzw. niskie poczucie wartości, to, czego nie chcemy o swojej przeszłości i sobie samych pamiętać i widzieć.

Sama technika uważności jest tylko techniką i tak jak w przypadku wszystkiego to, w jaki sposób się z niej korzysta, zależy od świadomości, doświadczenia, wiedzy i mądrości użytkowników.

Przechodząc do zagrożeń na poziomie społecznym, trzeba wspomnieć, że ruch uważności może stać się ruchem inercji, pompowania własnego ego, wspierania narcystycznej i indywidualistycznej postawy człowieka Zachodu: „zobacz, co czujesz w ciele, jak się z tym czujesz i już niczym nie musisz się zajmować”. Brak ocen może skojarzyć się z brakiem podejmowania działań, pasywnością, relatywizmem i… brakiem współczucia. Może nawet wydawać się nam, że robimy coś w grupie, mamy poczucie wspólnoty, ale na dobrą sprawę każdy robi coś tylko dla siebie samego.

Wakoh Shannon Hickey (2010) w swoim artykule dotyczącym praktyki medytacji, a zwłaszcza ruchu uważności, odnosi się jeszcze innych potencjalnych zagrożeń. Praktyka medytacji, przynajmniej w zrozumieniu tradycji uważności, która pochodzi z nauk wschodnich (głównie buddyzmu według szkoły therawada, ale także miejscami hinduizmu), nie odnosi się jedynie do sloganu pt. „poczujmy się lepiej” (tzw. dobrostanu). Jest to element ważny, ale nie najważniejszy. Zapomina się często o kontekście etycznym tak istotnym w naukach uważności. Uważność według Hickey staje się też bardzo indywidualistyczna, zgodnie z filozofią zachodniej kultury.

Warto też wspomnieć o przemyśle i konsumpcjonizmie uważności. Coraz więcej jest nauczycieli, psychologów praktykujących lub przynajmniej wspominających o podejściu uważności. Pojawia się obietnica możliwości pełniejszego życia: dharmiczni dentyści, odosobnienia na pustyni, plaży, drogie poduszki i inne sprzęty do medytacji. I lepsze życie. Bez stresu, chorób, trudnych relacji. A nawet jak się to zdarza, to mi to nie przeszkadza. Okazuje się, że wszystko jest obecnie uważnością. Nawet profesor Harvardu Ellen Langer, twórczyni terminu refleksyjności (myląco po angielsku również nazwanego mindfulness) przestała mieć obiekcje co do kojarzenia swojego terminu z terminem rozpowszechnionym przez profesora Kabata-Zinna. „Uważność Langer” bowiem ogranicza się do wątku poznawczego, związanego z uwagą, a tym samym efektywnością.

Kabat-Zinn nie chciał przestraszyć ludzi, kojarząc uważność z buddyzmem, więc bardzo zadbał o jego świecki charakter. Nie chciał, żeby medytacja była kojarzona z czymś egzotycznym, chciał przenieść medytację do medycyny, nauki. Nazywa swoje podejście uważności „buddyjską medytacją bez buddyzmu”. Woli odwoływać się do pojęcia Dharmy, które uważa za uniwersalne. Samo pojęcie Dharmy jest trudne do zdefiniowania ze względu na wielość znaczeń i filozofii, do których może się odnosić (np. buddyjskiej czy hinduistycznej). Można jednak w dużym uproszczeniu określić dharmę (czy też Dharmę) jako uniwersalne prawo etyczne. Kabat-Zinn odnosi się tym samym do koncepcji perennializmu, gdzie główne założenie mówi o tym, że „istnieje pojedyncze, ponadkulturowe, transhistoryczne duchowe doświadczenie wspólne dla wszystkim mistyków na globie” (Sharf, 2014). Różnimy się jednak kulturowo i warto jest wziąć te różnice pod uwagę. Zachodnia kultura jest m.in. bardzo indywidualistyczna. Przekłada się to także na naszą praktykę medytacyjną. Niestety z powodu separowania uważności od doktrynalnego kontekstu (buddyzmu) współczesny ruch uważności odcina się często też od kontekstu etycznego. Tak bardzo ważnego w praktyce uważności.

Niestety wielu nauczycielom medytacji i uważności brakuje podstawowej wiedzy na temat teorii uważności i jej źródła . Problem zaczyna się już w przypadku samego pojęcia medytacji. Co to oznacza? Istnieją bowiem tysiące form medytacji, nie wspominając już o różnicach pomiędzy kontemplacją, modlitwą, a wizualizacją. W samych programie MBSR mamy do czynienia z różnymi praktykami medytacyjnymi. Już w samej III. falii terapii poznawczo-behawioralnej istnieją „różne uważności” i nie zawsze w ogóle ma miejsce formalna praktyka (medytacji), np. w ACT. Wbrew pozorom nie wszystko jest uważnością tylko dlatego, że ktoś tak coś nazwie.

Profesor Hickey (2010) zwraca uwagę na to, że współczesne praktyki medytacyjne mają na celu poprawienie naszego zdrowia fizycznego i umysłowego, zamiast dekonstruować nasze ja. Nie ma w tym nic złego, ale warto pamiętać o tym, że różni się to od pierwotnego (historycznego) znaczenia praktyki.

Krytyka profesora Roberta Sharfa z Uniwersytetu Berkeley mówi o tym, że zrozumienie buddyzmu współcześnie ogranicza się do medytacji, a medytacja do praktyki uważności, co jest bardzo dużym uproszczeniem (Sharf, 2014). Praktyka buddyzmu nie jest też, jak to współcześnie się uważa sztuką szczęścia. Przy tej okazji musielibyśmy też oczywiście zdefiniować pojęcie szczęścia. Buddyzm klasycznie może wydawać się bardzo depresyjną filozofią, wskazuje bowiem na potrzebę zauważenia i kontemplacji cierpienia. Daje jednak także możliwość wyjścia z cierpienia i w tym sensie jest pozytywny. Na pewno jednak nie chodzi po prostu o to wyłącznie, żeby „poczuć się lepiej”.

Ruch uważności jest wyrazem modernistycznej formy buddyzmu (tzw. „modernizm buddyjski”, inaczej „protestancki buddyzm”), gdzie buddyzm jest racjonalny, empiryczny i terapeutycznie zorientowany, kompatybilny ze współczesną nauką (Sharf, 2014). Tu ponownie warto zastanowić się nad pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami tego wdrożenia w zachodnią kulturę.

Buddyzm na początku istnienia podważał ład społeczny, był krytyczną odpowiedzią na zastany porządek, nie był możliwy bez podważania istniejących reguł. Praktyka była zobowiązaniem etycznym i politycznym. Obecnie jednak wydaje się, że ruch uważności ładnie wpisuje się, a momentami wręcz wspiera reguły ogólnego konsumpcjonizmu (uważność w korporacjach, praktyka zwiększająca efektywność pracy). Christopher Titmus, nauczyciel medytacji nawiązuje do „płytkości i absurdalności korporacyjnej uważności”. Czy można połączyć konsumpcjonizm z praktyką medytacji?

Poczucie wspólnego człowieczeństwa, współczucie (empatia, zrozumienie, intencja, działanie) wydają się być odpowiedzią na dopełnienie praktyki uważności.

/http://juliawahl.natemat.pl/135969,cienie-medytacji-i-ruchu-uwaznosci/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>